4 maja 2024, w Dzień Św. Floriana, patrona przewodników turystycznych, sześciu przewodników świętokrzyskich (w porywach aż 7!) oraz sympatycy Koła Przewodników Świętokrzyskich PTTK „Bartek” wybrali się na rajd pieszy po Wzgórzach Tumlińskich.

Wędrówkę rozpoczęliśmy od Góry Kamień Miedzianogórski, odwiedzając po drodze pomnik przyrody nieożywionej - urwisko skalne „Piekło”, stanowiące jedno z ciekawszych stanowisk geologicznych w naszym Regionie; znajdujący się tu ostaniec, zbudowany z dolnodewońskiego kwarcytu, wydźwignięty został przez ruchy tektoniczne ponad poziom triasowego otoczenia, zbudowanego z czerwonych piaskowców.

Następnie dotarliśmy do podnóża Góry Ciosowej, gdzie oczekiwał nas przewodnik świętokrzyski Cześ Naporowski - pasjonat i wybitny znawca tych terenów, inicjator wielu pożytecznych przedsięwzięć na terenie Gminy Miedziana Góra.
Za zgodą organizatorów Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski przeszliśmy pomiędzy czekającymi na start wyścigowymi samochodami do pomnika Zbigniewa Kruszelnickiego. Czesław opowiedział nam historię ostatniej akcji oddziału „Wilka” oraz starań o upamiętnienie bohaterów tych tragicznych czasów.
Następnie na moment wróciliśmy na Główny Szlak Świętokrzyski, by po chwili zejść z rozgrzanego asfaltu do lasu i ścieżką zwaną niegdyś „Młynarską Drogą” dotrzeć do płytkiego wąwozu, który doprowadził nas na górę dawnego kamieniołomu.
Tu widok jest już mocno ograniczony przez drzewa, ale można dostrzec bielejący w oddali kościół w Chełmcach. Obserwując po drodze odsłonięcia piaskowca, weszliśmy do wyrobiska od strony zachodniej.

Pozostałością po pracach wydobywczych działającej tu niegdyś kopalni są 20-metrowe skalne ściany, zbudowane z czerwonego piaskowca dolnotriasowego w wieku 240 mln lat; jest to skała eoliczna, pierwotnie będąca wydmą powstałą w obrębie rozległej pustyni. Tumlińskie piaskowce, do których zaliczają się skały z Ciosowej, swe zabarwienie zawdzięczają związkom żelaza, stanowiącym lepiszcze spajające ziarna kwarcu.

Zauroczeni delikatną czerwienią ściany będącej pomnikiem przyrody wysłuchaliśmy opowieści Czesława o historii tego miejsca. Po krótkim odpoczynku pożegnaliśmy się głośnym HEJJJ! z naszym uroczym gawędziarzem, znanym także jako „Zbój Madej” i przeszliśmy przez szczyt Ciosowej, kierując się na jej północny stok.
Tam odnaleźliśmy ukryte między drzewami „Źródło Karczmarskie”. Odpowiadając na apel Czesława - opiekuna źródła, nieco podwyższyliśmy istniejąca kamienną cembrowinę.

Towarzyszący nam młodzi adepci turystyki zmierzyli temperaturę źródlanej wody; odczytany wynik 9 stopni odpowiada temperaturze otaczającego gruntu.

Kontynuując „temat karczmarski” doszliśmy do wyróżniającej się wyglądem Sosny Karczmarskiej, niestety już uschniętej. Legenda głosi, że była ona kiedyś punktem orientacyjnym dla podróżnych zmierzających do karczmy „Zielona” w Bobrzy.
Podążając dalej dotarliśmy do Toru „Kielce”, gdzie trwały jeszcze zawody. Ryk silników i swąd palonych opon wywołał w naszej grupce sprzeczne emocje.
Wkrótce znaleźliśmy się przy Mokradłach Młynek. Istniejący przy nich niegdyś młyn, na dawnych mapach noszący określenie Wyki lub Wykin, prawdopodobnie zapożyczył swą nazwę od nazwiska młynarza (Wyka), co z kolei dało początek nazwie miejscowego przysiółka Tumlin-Wykień oraz Góry Wykieńskiej. Przy brodzie ponownie zmierzyliśmy temperaturę wody, wyraźnie różniącą się od wartości uzyskanej w źródle (18 stopni).


Wędrując polną drogą osiągnęliśmy niebawem przysiółek Wyrowce, gdzie zatrzymaliśmy się przy słynnej „Ławie” - kładce nad Bobrzą wykonanej z części z pojazdów wojskowych, zniszczonych podczas bitwy w styczniu 1945 r. Przy tablicy informacyjnej historię bitwy przybliżył nam kolegia Bartek Kozak, autor b. ciekawego artykułu na ten temat.

Przez wspomnianą „Ławę” przeszliśmy dwukrotnie, odwiedzając miejsce domniemanej lokalizacji pierwszego na ziemiach polskich zakładu wielkopiecowego z przełomu XVI i XVIII w. W obrębie dawnej tamy, wzdłuż której wiedzie obecnie droga, nadal natrafić można na fragmenty żużla, a nawet surówki. Opisywane miejsce uwieczniono pomnikiem z czerwonego piaskowca dzięki staraniom miejscowego Klubu Turystyki „Gwarek”, założonego i z pasją prowadzonego przez Czesia Naporowskiego.

Docelowy punkt naszej wycieczki osiągnęliśmy idąc wzdłuż dawnego kanału, zbudowanego dla potrzeb nieukończonego XIX-wiecznego zakładu wielkopiecowego w Bobrzy, doceniając ogrom ręcznie wykonanych tutaj prac ziemnych. Nie wiadomo kiedy naszym oczom ukazał się ogromny mur oporowy, stanowiący część gigantycznej, nieukończonej inwestycji hutniczej. Zwieńczeniem wycieczki było zapoznanie się z dziejami zakładu oraz zwiedzenie ruin dawnej węgielni; tam też miała miejsce ostatnia próba odnalezienia przez uczestniczącą w rajdzie młodzież jednej ze „skrzynek”, ukrytej w ramach gry terenowej Geocaching, do czego włączyli się także pozostali członkowie wyprawy (niestety, w przeciwieństwie skrytek zlokalizowanych przy pomniku „Wilka” i kamieniu upamiętniającym pierwszy wielki piec w Polsce, tu poszukiwania zakończyły się fiaskiem). Warto zaznaczyć, że wspomniana gra terenowa bardzo skutecznie motywuje młode pokolenie do pieszych wędrówek, wyrabiając przy tym zdolność orientacji w terenie.

Po zakończeniu rajdu w dworku, który miał być siedzibą zawiadowcy zakładu, odpoczęliśmy przy pizzy i coli, snując plany następnych wędrówek.
Andrzej Jóźwiak - przewodnik prowadzący
