Rajd Pielgrzymkowy to impreza turystyczna, w której Akademicki Klub Turystyki Kwalifikowanej “Sabat” ma każdego roku swoją reprezentację. Wśród 12 tras „akademicka” określana jako „trudna” wiodła przez: Witosławice - Górę Witosławską - Górę Szczytniak - Góra Jeleniowską - Paprocice - Kobylą Górę - Trzciankę - Święty Krzyż.
Kierownictwo wyprawy objęli: Ziemowit Wojteczek - komandor trasy akademickiej, Krzysztof Sabat - Prezes AKTK i Ilona Michalska - Sekretarz AKTK.
Punktem startowym marszruty były Witosławice, gdzie dzięki uprzejmości Rektora Politechniki Świętokrzyskiej dotarliśmy wygodnie uczelnianym autokarem. W wędrówce towarzyszyły nam grupy młodzieży z Liceum Ogólnokształcącego im. Jadwigi Królowej w Kielcach oraz grupa wiernych z katedry kieleckiej.

Marszruta rozpoczęła się od delikatnego podejścia do drewnianej kaplicy wzniesionej na północno-wschodnim stoku Góry Witosławskiej. Miejsce to owiane jest tajemnicą, a na jego temat krążą różne legendy.
Podobno pod kapliczką znajdują się ruiny zamku Witosława, który miał potomka o tym samym imieniu. Ojciec nie chciał zaakceptować zawartego potajemnie ślubu swojego syna z córką gajowego i nakazał wtrącić do lochu dziewczynę, gdzie ta wkrótce zmarła. Na wieść o śmierci żony młodemu Witosławowi pękło serce z rozpaczy. Wówczas w okrutnym władny obudziły się wyrzuty sumienia. Nakazał rozdać majątek, zburzyć zamek i na jego miejscu posadzić las. Sam dokonał żywota w pustelniczej chatce, na miejscu której stoi teraz kaplica.
Jakiś czas temu grupa naukowców chciała sprawdzić, czy Witosławska Góra skrywa ruiny zamczyska, ale z niewyjaśnionych przyczyn prace wykopaliskowe przerwano. Może duchy ofiar nieszczęśliwej miłości pilnują, by nie zakłócano im wiecznego spokoju…? Nie wiadomo…
Inne podania mówią, że był tu niegdyś święty gaj, gdzie stały posążki słowiańskich bóstw Łady, Lela i Boda. Według jeszcze innych przekazów czczono tu bóstwo o czterech twarzach zwane Witem lub Świętowitem. Pogańskie obrzędy budziły niepokój benedyktynów ze Świętego Krzyża. W XV wieku postanowiono ukrócić te praktyki wznosząc na Górze Witosławskiej kaplicę pod wezwaniem Ducha Świętego.

Benedyktyni przenieśli tu także z Łyśca zielonoświątkowe odpusty, ponieważ towarzyszące im zabawy ludowe nie licowały z powagą miejsca, gdzie przechowuje się relikwie z krzyża świętego. Od tamtej pory w Zielone Świątki na Górę Witosławską ciągnęły tłumy. Ludzie wierzyli w nadzwyczajną moc źródełka, które wybija ze skały nieopodal prezbiterium.
Także obrzędy mające zapewnić bogate plony czy chronić przed urokami przydawały temu miejscu nimb tajemniczości. Nic też dziwnego, że Góra Witosławska przyciągała hochsztaplerów próbujących wykorzystać tę atmosferę do niecnych celów.

Najbardziej zapamiętany został były krakowski zakonnik Antoni Jaczewicz, który przybył do kaplicy na początku XVIII wielu. Pobliską wieś nawiedziła właśnie zaraza wyobrażana jako bladolica niewiasta z gorejącymi oczami, która gdy tylko kogoś przytuliła, ten z życiem mógł się już żegnać. Oszust sprytnie wykorzystał sytuację - chodził od domu do domu, by ludzi przekonać o swojej nadzwyczajnej mocy szalbierskie sztuczki jako cuda demonstrował, po czym szarlatańskie zabiegi przy chorych odprawiał, nakazując za to „leczenie” hojne dary pod kaplicę znosić. W ten sposób Jaczewicz dość szybko zbił pokaźny majątek, a że z czasem robił się coraz bardziej zachłanny i zuchwały, władze kościelne postanowiły uciąć ten proceder. Były zakonnik został podobno skazany na dożywotnie prace w klasztorze na Jasnej Górze, ale ludzie we wsi gadali, że samozwańczy „Mesjasz Gór Świętokrzyskich” spakowawszy bogactwa uszedł z grupą kobiet i gdzieś z dala od Góry Witosławskiej żył długo i szczęśliwie.

Po pierwszej budowli nie ma już śladu. Obecnie istniejącą wzniesiono na przełomie XVIII/XIX wieku. Najpierw zbudowano „na zrąb” pięcioboczne prezbiterium z węgłami na jaskółczy ogon, w późniejszym okresie dobudowano korpus o konstrukcji mieszanej - zrębowej i w ścianach podłużnych sumikowo-łątkowej. Nawę i prezbiterium nakryto osobno dwuspadowymi dachami gontowymi. Nad korpusem umieszczono wieloboczną latarnię zwieńczoną kopulastym hełmem zakończonym krzyżem. Przed wejściem dostawiono ganek z dwuspadowym daszkiem wspartym na dwóch słupach.
Wnętrze jest surowe, doświetlone jarkadowymi oknami, pozbawione zabytkowego wyposażenia, nakryte płaskim stropem, w nawie wspartym na drewnianych słupach. W ołtarzu głównym znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a na ścianach wiszą namalowane na blasze stacje Drogi Krzyżowej.
Dziś kaplica jest atrakcją Góry Witosławskiej, ale niezwykle rzadko dostępną dla zwiedzających. Komandor Ziemowit martwił się nawet, czy proboszcz parafii w Waśniowie dotrze na czas, by wpuścić nas do środka, ale okazało się, ksiądz czekał już na nas i nie tylko udostępnił nam wnętrza kaplicy, ale opowiedział także jej bogatą historię.

Kolejnym punktem wyprawy był Szczytniak liczący 554 m n.p.m. To najwyższy szczyt Pasma Jeleniowskiego i drugi pod względem wysokości szczyt Korony Gór Świętokrzyskich.

Pnąc się pod górę czerwonym szlakiem w pewnym momencie zboczyliśmy z trasy by zobaczyć krzyż postawiony w miejscu, gdzie miała się odbyć msza święta, podczas której Jan Piwnik „Ponury” zagrzewał swoich towarzyszy do walki. Działo się to w październiku 1943 roku, gdy po jednej z wielu niemieckich obław żołnierze AK musieli przenieść się z Wykusu w wyższe partie gór. Krzyż postawiono na Szczytniaku, gdyż o tej lokalizacji pisał Cezary Chlebowski w książce „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie”. W rzeczywistości msza odbyła się na Górze Skoszyńskiej, którą wybrano ze względu na dostęp do wody pitnej. Ale na Szczytniaku także znajduje się gdzieś źródełko, tylko trzeba je odnaleźć. W czasie II wojny światowej podobno pili z niego wodę żołnierze niemieccy i radzieccy, wymieniając przy okazji eleganckie niemieckie papierosy na „ruską machorkę”. Tak opowiadali ludzie z pobliskiej wsi.
Zaginione źródełko usiłował odnaleźć pochodzący z pobliskiego Piórkowa pisarz Zbigniew Masternak. My nawet nie próbowaliśmy, ponieważ zamierzaliśmy nie tylko zdążyć na mszę, ale chcieliśmy także uciec przed zbliżającym się deszczem.

Po krótkiej przerwie na popas odbiliśmy ok. 100 metrów w lewo od od naszej trasy, i weszliśmy na czarny szlak im.Jerzego Kapuścińskiego, by zobaczyć gołoborze. Jak podkreślił prezes AKTK Krzysiek Sabat, to jedyne miejsce, gdzie w rezerwacie geologiczno-leśnym „Szczytniak” można legalnie wspinać się po skalnym rumowisku. Po chwili wróciliśmy na czerwony szlak i już zgodnie z planem kontynuowaliśmy naszą wędrówkę.
W konkretnym tempie wspięliśmy się na Górę Jeleniowską (532 m n.p.m.), która w zamierzchłych czasach była miejscem kultu pogan wypartych przez chrześcijan z Łyśca, po czym dość długim zejściem doszliśmy do szutrowej drogi prowadzącej do wsi, zostawiając na inną wyprawę rezerwat przyrody z ostańcowymi skałkami z okresu kambru.

Zdecydowanym krokiem pomaszerowaliśmy przez Paprocice mijając kościół p.w. św. Brata Alberta Chmielowskiego wybudowany z cegły i kamienia w 1998 roku, a na końcu wsi weszliśmy do lasu porastającego Kobylą Górę (391 m n.p.m.), którą także przemierzyliśmy dość szybko.
Następnie przeszliśmy przez malowniczy wąwóz i urokliwy drewniany mostek zawieszony nad niewielką strugą, po czym miedzą biegnącą wzdłuż pól doszliśmy już w strugach deszczu do ruchliwej szosy w Trzciance, którą żwawo przekroczyliśmy, docierając prosto do wejścia na szlak wiodący na Święty Krzyż.

Ten szczyt zbudowany z piaskowców kwarcytowych i łupków kambryjskich, zwany także Łyścem lub Łysą Górą, jest położony we wschodniej części pasma Łysogór. To drugi co do wysokości szczyt w Górach Świętokrzyskich (594 m n.p.m.).
Znajduje się on na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Ścisłą ochroną objęty jest las jodłowo-bukowy z pozostałościami wału, który był miejscem kultu przedchrześcijańskich Słowian.
Kiedyś na Łysej Górze odbywały się sabaty czarownic i wiedźmy przylatywały tu zapewne na swoich miotłach. My musieliśmy na własnych nogach piąć się pod górę po mokrych kamieniach. Ale nam i tak się nieźle udało, bo naszą grupę deszcz dopadł dopiero pod koniec wędrówki, podczas gdy na innych trasach opady towarzyszyły pielgrzymom niemal przez cały czas.

Na szczycie deszcz na szczęście odpuścił i można było spokojnie delektować się obecnością w najstarszym polskim sanktuarium gdzie przechowywane są relikwie Drzewa Krzyża Świętego.
Według Jana Długosza opactwo benedyktyńskie, powstało już w 1006 roku z fundacji Bolesława Chrobrego, zaś niektórzy współcześni historycy wskazują na XII wiek i Bolesława Krzywoustego co nie zmienia faktu, że jest to miejsce o szczególnym znaczeniu historycznym i duchowym.
Święty Krzyż odwiedzał Jagiełło w drodze na koronację oraz pod Grunwald, tu wielokrotnie przyjeżdżali królowie: Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt Stary czy Zygmunt August.

Dziś na Święty Krzyż ciągną tłumy pielgrzymów i turystów, a w tegorocznym rajdzie, który odbywał się pod hasłem „Krzyż drogowskazem życia”, uczestniczyło ponad 1840 osób. Zwieńczeniem rajdu była uroczysta msza, którą ze względu na złą pogodę odprawiono we wnętrzu bazyliki mniejszej, a nie jak dotychczas przy polowym ołtarzu przed klasztorem. Celebracji przewodniczył ordynariusz kielecki biskup Jan Piotrowski.
Po oficjalnych uroczystościach znalazł się jeszcze czas, by trochę pozwiedzać, pogawędzić, albo pozachwycać się przepięknymi widokami jakie roztaczały się ze wszystkich stron, po czym wygodnym autokarem uczelnianym wróciliśmy do Kielc.
Słowa uznania należą się organizatorom, prowadzącym i uczestnikom tej dużej turystycznej imprezy, ponieważ każdy zrobił jak trzeba co do niego należało. Mimo nie najlepszej pogody można było mieć sporo satysfakcji zarówno z samej wędrówki, jak i z faktu uczestniczenia w niecodziennym wydarzeniu o wymiarze duchowym. Nie dziwi zatem fakt, że wiele osób już myśli o XXV jubileuszowym rajdzie pielgrzymkowym.
ŹRÓDŁA:
https://edd.nid.pl/wydarzenia/tajemnica-kaplicy-na-gorze-witoslawskiej-i-moc-wierzen-poganskich/
http://dawnekieleckie.pl/witoslawice-kaplica-p-w-zeslania-ducha-sw-gmina-wasniow-powiat-ostrowiecki
https://lamus-dworski.tumblr.com/post/124323454091/statue-of-świętowitświatowid-svetovid-near-the
http://haart.e-kei.pl/projekty/felietony/1223-zbigniew-masternak-zaginione-zrodelko-na-szczytniaku
https://radiokielce.pl/212751/ta-rocznica-podniosla-zolnierzy-ponurego-na-duchu-139264/
http://fotografia-gritzmann.blogspot.com/2012/02/gora-witosawska.html
