Czas szybko leci! Wydawało się, że kilkanaście miesięcy wystarczy na spokojne opracowanie kolejnej wyprawy do świętokrzyskich kamieniołomów, ale okazało się, że wcale nie było łatwo znaleźć bezpieczne i atrakcyjne zarazem przejścia łączące kilka punktów zaplanowanych do zwiedzenia. Trudność polegała między innymi na tym, że nie ma turystycznego szlaku prowadzącego z Zachełmia na Barczę, obie miejscowości dzielą tory kolejowe i bardzo ruchliwa “siódemka”, a tereny wokół są w większości podmokłe i porośnięte trudnymi do przebycia chaszczami. Po wielu włóczęgach udało się jednak opracować optymalną trasę, którą dnia 10.09.2022 roku poprowadziłem II Rajd Geologiczny Akademickiego Klubu Turystyki Kwalifikowanej “Sabat”.

Nasza marszruta rozpoczęła się od pobożnego życzenia, by jak najpóźniej spadł deszcz, gdyż siny nimbostratus, który rozbudował się nad naszymi głowami, nie pozostawiał złudzeń, że na jakimś etapie rajdu będzie lało jak z cebra! Te przewidywania kazały nadać wędrówce niemal “żołnierskie tempo”, więc gdy tylko dotarliśmy autobusem linii nr 7 do miejscowości Ścięgna, grupa bez zbędnej zwłoki pomaszerowała do kościoła p.w. Św. Rozalii I Św. Marcina

Jego fundatorem był biskup Andrzej Trzebicki herbu Łabędź, stąd nad jednym z wejść można zobaczyć ten szlachecki herb rodowy.

Najstarsza barokowa część kościoła została wzniesiona w XVII wieku z kamienia wydobytego ze zbocza pobliskiej góry Chełm. Świątynię rozbudowano w XIX i XX wieku. Z pierwotnej budowli zachowały się jedynie rokokowe ołtarze i część nawy. Polichromie pochodzą z lat siedemdziesiątych XX wieku.

Po zwiedzeniu świątyni wystarczyło zbiec ze wzgórza, by móc podziwiać rezerwat “Zachełmie” położony na zachodnim zboczu Góry Chełm. Obecnie jest to turystyczna atrakcja, która poza walorami krajobrazowymi dostarcza także bogatej wiedzy na temat formowania się skorupy ziemskiej oraz powstawania życia na naszej planecie.

Kiedyś była tu kopalnia, w której eksploatowano kamień budowlany. Ciekawa historia wiąże się z nazwą wydobywanego minerału.

Otóż żyjący w XVIII wieku Francuz, Déodat Gratet de Dolomieu, odsiadywał wyrok za zabicie przeciwnika w pojedynku. W więzieniu zajmował się z nudów geologią. Podczas jednego z eksperymentów zauważył, że skała stanowiąca związek węglanu wapnia i magnezu nie reaguje na kwas solny. Wyniki wysłał do naukowca Nicolasa de Saussure’a, a ten zaproponował, by tę skałę nazwać dolomitem. Dolomitami nazwano także masyw górski we Francji, z którego pochodziła skała.

Na Górze Chełm już w XVI wieku pozyskiwano dolomity z przeznaczeniem na topnik dla zakładów hutniczych, a także jako materiał budowlany. Do XIX wieku kamień wydobywano ręcznie, wykorzystując łomy, kilofy i młoty, a urobek ładowano na wózki łopatami lub widłami. W XIX wieku, w związku ze wzrostem zapotrzebowania na kamień, unowocześniono metody eksploatacji, m.in. do kruszenia skał zaczęto używać materiały wybuchowe. Ten sposób wydobycia zagrażał nowym ujęciom podziemnych wód w Zagnańsku, dlatego w 1987 roku kopalnię zamknięto.
W kamieniołomie Zachełmie można prześledzić dwa etapy rozwoju geologicznego Ziemi. Skały nachylone stromo ku północy zbudowane są z szarych dolomitów i iłowców dolomitycznych środkowego dewonu. Zostały one sfałdowane podczas orogenezy waryscyjskiej (hercyńskiej) w karbonie i permie. W permie górotwór podlegał silnej erozji, a pod koniec permu i w triasie na powstałe w tym procesie powierzchnie rzeki nanosiły czerwone piaskowce i mułowce zalegające prawie poziomo na dolomitach. Oba kompleksy skał dzieli luka czasowa ok. 140 milionów lat..

W ścianie południowej na powierzchniach ławic w dolnej części odsłoniętego tu profilu dolomitów odkryte zostały struktury uznane za najstarsze na świecie ślady lądowego kręgowca tetrapoda - pierwszego czworonoga, który wyszedł z morza i stąpał po suchym lądzie. Znalezisko było impulsem do utworzenia w 2010 roku rezerwatu przyrody nieożywionej we wschodniej części kamieniołomu Zachełmie.

Przypuszcza się, że tetrapody miały cztery łapy zakończone palcami. W wodzie służyły one jako płetwy do pływania, natomiast na lądzie pozwalały chodzić, a nawet gonić za pożywieniem.
Odkrycie miało zaświadczać, że czworonogi wyszły na ląd prosto z morza a nie, jak sądzono, ze zbiorników wody słodkiej i że miało to miejsce 18 milionów lat wcześniej niż zakładano.
Dzięki znalezisku o kamieniołomie Zachełmie pisano nawet w jednym z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych „Nature”

Niedawno pojawiły się opinie podważające interpretację tego odkrycia, ale w nauce opartej na poszlakach nigdy nic pewnego na 100% powiedzieć nie można, dlatego postanowiliśmy nie odrzucać całkowicie hipotezy, że wodno lądowy słodziak zwany tetrapodem mógł jednak taplać się w zachełmiańskim błotku tak jak teraz my!
Na temat rezerwatu i odkryć geologicznych można by mówić godzinami, garść bardzo ciekawych informacji przekazał nam dr inż. Bartosz Kozak z Instytutu Historii Nauki PAN, autor i współautor wielu cennych artykułów.

Niestety, pogoda pod psem, czy raczej pod tetrapodem ;) przyspieszyła zwiedzanie rezerwatu - właśnie zaczęło mocno siąpić, więc darowaliśmy sobie zgłębianie tematu i wyruszyliśmy w dalszą drogę.
Ale nic straconego! Zachęcamy, by po rajdzie poczytać w zaciszu ciepłych i suchych domów bardzo interesujące opracowania, do których linki są umieszczone w źródłach do tej relacji.
My tymczasem zarzuciliśmy na siebie peleryny przeciwdeszczowe, rozłożyliśmy parasole i nie zważając na niezbyt sprzyjającą aurę wdrapaliśmy się na Górę Chełm, najbardziej wysunięte na zachód wzniesienie Pasma Klonowskiego.
Góra widziana z kościelnego wzgórza sprawia wrażenie wysokiej, a jest to zaledwie 399 m n.p.m. Za to z każdego miejsca urokliwie wygląda. Aż wierzyć się nie chce, że mogła zniknąć, gdyż planowano całkowicie ją wyeksploatować na topnik do wielkiego pieca w Samsonowie. W 1866 roku Rosjanie w ramach represji za produkcję broni dla powstańców spalili hutę i już nigdy jej nie odbudowano. W ten oto sposób ocalała Góra Chełm.

Obecnie na szczycie góry wznosi się betonowy trójnóg wyznaczający najwyższe miejsce. Nieopodal ustawiono ławeczki, na których planowaliśmy odpocząć i odrobinę się posilić, teraz jednak były zbyt mokre, by na nich usiąść, więc bez przerwy na popas potruchtaliśmy ścieżką biegnącą lekko w dół najpierw przez las i zdziczały sad, a potem przez zagajnik aż do wsi Lekomin, po czym zaczęliśmy się przeprawiać na drugą stronę „siódemki”.

Pod wiaduktem zarządziliśmy postój, by się przebrać w suche rzeczy i przekąsić co nieco. No cóż, nie było to romantyczne śniadanie na trawie, ale przynajmniej nie lało się nam na głowy!

Po króciutkim odpoczynku przemknęliśmy przez tory zakładowej kolejki i już byliśmy w rezerwacie Barcza położonym po zachodniej stronie góry o tej samej nazwie. Barcza (465 m n.p.m.) wraz z Pasmem Klonowskim wchodzi w skład dwóch jednostek tektonicznych: antykliny klonowskiej i przylegającej do niej od południa synkliny barczańskiej, znajdujących się w zachodniej części regionu łysogórskiego. Skrzydła antykliny budują warstwy barczańskie.

Budowę geologiczną góry badał m.in. prof. Jan Czarnocki i jego ustalenia chyba bezpieczniej będzie zacytować: “Warstwy barczańskie reprezentowane są przez jasnoszare, średnio- i gruboławicowe piaskowce kwarcytowe i żelaziste, rzadziej polimiktyczne i szarogłazowe, z przewarstwieniami brunatnych, wiśniowych i zielonoszarych mułowców oraz iłowców.” W wyższej częściach warstw barczańskich można znaleźć znaleźć w warstwie stropowej bentonity i cienkie warstwy zielonych tufitów świadczące o tym, że w dewonie w Górach Świętokrzyskich dochodziło do erupcji wulkanów.
Barcza jako złoże budziła zainteresowanie poszukiwaczy rud żelaza już w XVIII wieku, a od pierwszej połowy XX wieku poważnie zainteresowano się eksploatacją surowca skalnego do budowy dróg czy nasypów kolejowych.

Początki wydobycia były skromne, na początku XX stulecia pracowało 12 górników, dopiero okupant austriacki zaczął pozyskiwać kamień na szerszą skalę w tzw. “kamieniołomie Starym”, budując do wywozy urobku kolejkę wąskotorową. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę kopalnia przechodziła różne dzieje i zmagała się z różnymi problemami. Na początku lat dwudziestych koleje państwowe prowadziły agresywną politykę. Ciągłe nieuzasadnione podwyżki opłat za wagony podstawiane na bocznicę czy rosnące ceny za fracht kolejowy powodowały, że wydobycie stawało się nierentowne (z tego powodu w kopalni utrzymywano 6 koni, które ciągnęły koleby z kamieniem). Zmagano się także z brakami kadrowymi, gdyż praca w kamieniołomie była bardzo ciężka i ludzie odchodzili do lżejszej np. w pobliskim tartaku. Próbowano rozwiązać ten problem np. poprzez regularne wypłaty poborów czy remont robotniczych baraków, a nawet myślano o wykorzystaniu do robót w kopalni jeńców wojennych. Poważnym problemem była także niegospodarność - przerost administracji (45,5% zatrudnienia), zbyt duże zużycie nafty (co sugerowało, że znaczna część była zużywana „na oświetlenie domów okolicznych włościan”), zawyżanie na fakturach kwot za zakup furażu dla koni, koszty nieuzasadnionych delegacji, bezcelowe wyjazdy bryczką do Kielc czy opłaty za możliwość korzystania z bocznicy normalnotorowej przewyższające wartość kamienia wysyłanego z jej pośrednictwem to tylko niektóre przyczyny.
Pod koniec lat dwudziestych zwiększyło się zapotrzebowanie na kamień i zaczęto myśleć o inwestowaniu w kamieniołom, ale wielki kryzys zahamował ten rozwój. W ramach walki z regresem gospodarczym i bezrobociem ponownie postawiono na rozwój kopalni, ale wydajność przypadkowych pracowników nie była zbyt wysoka z powodu złego stanu zdrowia, niedożywienia, braku właściwej odzieży i fatalnych warunków socjalno-bytowych. W kamieniołomie zatrudniane były najczęściej osoby nieprzystosowane do ciężkiej pracy, na przykład urzędnicy, muzycy, a nawet zdarzył się zawodowy tancerz.
W czasie wojny wydobycie na Barczy prowadził okupant, a tuż przed wyzwoleniem zakłady przejęła firma Basalt Werke AG, która zajmowała się głównie rabunkiem zakładowego mienia i wywozem do Rzeszy wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość, głównie urządzeń technicznych.

Po wyzwoleniu wznowiono wydobycie. W wyrobisku “Byk” produkowano kostkę brukową do budowy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. W związku z dużym zapotrzebowaniem na kamień planowano rozbudowę kopalni, jednak badania wykazały zbyt wysoką zawartość mułowców i iłowców w złożu. Eksploatacja niskiej jakości surowca stawała się nierentowna, zwłaszcza że w pobliskiej Wiśniówce pozyskiwano kamień o bardzo dobrych parametrach, porównywalny z granitami i bazaltami. W 1957 roku zakończono wydobycie w barczy surowców skalnych.
Pozostałością działalności kopalni są kawałki szyn, metalowe rolki mechanizmu poruszającego funikular, betonowe cokoły łamaków i wieży ciśnień, przepusty betonowe w starotorzu, ruiny prochowni, nasypy kolejki wąskorotowej częściowo przerobione na leśne i lokalne drogi, a także drewniany dom dla zarządu.

Dla włóczęgów poszukujących wyjątkowych miejsc najcenniejsze są jednak nieczynne kamieniołomy, z których dwa są zalane wodą i dziś mamy tam urokliwe jeziorka.
Jedno z nich powstało w wyrobisku Kopalni Nowej “Baryła”. Nad wodą wyłaniają się tam masywne, grubo ławicowe piaskowce, którym nadano nazwę “plakodermowe”, gdyż znaleziono w nich odciski odciski tarcz, łusek, zębów i kolców ryb pancernych “placodermi” pochodzących z dewonu dolnego.

Kamieniołom jest ciekawostką geologiczną, ale także gratką dla amatorów fotografowania, są tam też bardzo atrakcyjne strome podejścia, jednak z powodu fatalnej pogody musieliśmy coś wybrać, a z czegoś zrezygnować, więc z żalem odpuściliśmy sobie “Baryłę”. Argumentem nie do odrzucenia był fakt, że łatwo tu trafić i każdy w dowolnym czasie może zwiedzić ten zakątek Barczy indywidualnie. Podczas naszej wędrówki woleliśmy zobaczyć przede wszystkim miejsca, do których dotarcie może sprawić niemałe trudności, dlatego wyruszyliśmy prosto do wyrobiska “Przy pomniku”.

Nazwa kamieniołomu pochodzi od obelisku w kształcie ściętego ostrosłupa, który uważano za pozostałości pomnika nieznanego bohatera poległego w walkach, co okazało się mylnym tropem. Prawdę o tajemniczej konstrukcji wyjawił były pracownik kamieniołomu. Okazało się, że po odzyskaniu niepodległości postanowiono dokonać pomiarów geodezyjnych naszego kraju. Wybrano miejsca o stabilnym podłożu do umieszczenia reperów, czyli znaków geodezyjnych. Podłoże (spąg) kamieniołomu Barcza spełniało wymagane parametry i na dnie wyrobiska wzniesiono ponad 3-metrowy obiekt z kształtek piaskowcowych, którego wnętrze wypełniono tłuczniem i betonem. Tuż przed frontową płaszczyzną obelisku umieszczono reper w formie niklowanej kuli spoczywającej w metalowej panewce zagłębionej w spągu wyrobiska. W Drugiej Rzeczpospolitej był to jeden z trzech głównych punktów podstawowych do pomiarów triangulacyjnych dla niemal całej południowo-zachodniej części Polski w jej przedwojennych granicach. To z niego korzystano m.in. przy ustalaniu wysokości wszystkich wzniesień w Górach Świętokrzyskich, m.in. Łysicy.

Wielka szkoda, że ten zabytek techniki niszczeje. Są już podjęte starania, by znaleźć instytucję, która objęłaby obelisk opieką i uchroniła go przed całkowitą rozsypką. Jest to cenna inicjatywa zwłaszcza w sytuacji, gdy na tym terenie nie ma zbyt wielu tego typu turystycznych atrakcji.
Z tą optymistyczną myślą powędrowaliśmy starotorzem kolejki wąskotorowej w kierunku następnego kamieniołomu. Po drodze minęliśmy urokliwe jeziorko w pobliżu wyrobiska, gdzie przed laty znajdowała się rampa przeładunkowa kolejki wąskotorowej na szeroki tor (stad nazwa pobliskiego kamieniołomu “Rampa”).

Następnie wspięliśmy się po nasypie, którym niegdyś poruszał się funikular transportujący wagonikami wydobyty kamień.
Dziś możemy zobaczyć jedynie pozostałości powojennej konstrukcji pionowych bębnów, na które nawijały się liny kolejki poruszanej siłą grawitacji.

Poprzedni funikular został zrabowany przez Niemców wraz z całym wyposażeniem zakładu. Urządzenie było obsługiwane przez ustawiony na czterech podporach bęben poziomy, który wyglądem przypominał byka, stąd nazwa kolejnego kamieniołomu, do którego dotarliśmy w strugach deszczu.
Kopalnia “Byk” była wyrobiskiem stokowo-wgłębnym o trzech poziomach wydobycia. Po zakończeniu eksploatacji została zalana wodą. Na II poziomie w środkowej części północnej ściany można zauważyć nad taflą jeziorka grubo ławicowe piaskowce, a nad nimi pod zwietrzeliną mułowców, widoczny jest poziom tufitowy.

Na II poziomie w środkowej części północnej ściany można zauważyć nad taflą jeziorka grubo ławicowe piaskowce, a nad nimi pod zwietrzeliną mułowców, widoczny jest poziom tufitowy.
Mieliśmy ochotę pooglądać to wszystko z mniejszej odległości, więc stromą ścieżynką zbiegliśmy do jeziorka i przy okazji pstryknęliśmy sobie grupową focię.

Potem wdrapaliśmy się ponownie inną ścieżyną, po czym zaczęliśmy się przesuwać wzdłuż górnej krawędzi wyrobiska, skąd dobrze było widać, że Barcza to jednak kawał porządnej góry! Imponujący widok!

W pewnym momencie odbiliśmy w prawo i leśną dróżką wspięliśmy się jeszcze wyżej, aż zatrzymaliśmy się przy kopczyku usypanym z kamieni. Okazało się, że był to najwyższy punkt jednego ze wzniesień Góry Barcza, którą tak naprawdę tworzą dwa odrębne wypiętrzenia terenu. Dlatego zrodził się pomysł, by oba miały własne nazwy i tak podczas jednej z wędrówek mniejszej górce nadano imię Baryczka.
My uczyniliśmy zadość nowo powstałej tradycji i dołożyliśmy do kopczyka po kamieniu na szczęście.

Zachodnia kulminacja Barczy była jednocześnie kulminacją naszej wytrzymałości. Zgodnie z planem zamierzaliśmy dołączyć się do żółtego szlaku, by malowniczą dróżką wiodącą przez środek lasu dotrzeć do wsi Barcza, a tam w ogródku naszej znajomej mieliśmy piec przy ognisku kiełbaski i śpiewać przy dźwiękach gitary. Niestety, musielibyśmy pokonać w deszczu jeszcze wiele kilometrów, tymczasem nimbostratus nie wylał na nas całej swojej zawartości i nie było nadziei na rychłą poprawę pogody. W tej sytuacji zrobiliśmy krótką naradę - by mieć jakieś racjonalne argumenty spojrzeliśmy po sobie: z naszych ubrań ciekły strugi wody, koszulki na zmianę były tak samo mokre jak wszystko w plecaku, chlupało nam w butach, kiszki marsza grały, dlatego zapadła decyzja o skróceniu rajdu. Zamiast na “dwunastkę” do Barczy “pętla” pomaszerowaliśmy skrótem na przystanek “siódemki” w Barczy I.

Tam okazało się, że bus, który miał się wkrótce pojawić, w ogóle nie przyjechał!
Jak pech to pech! Ale nic i to! Nie pękamy! - w oczekiwaniu na następny kurs spałaszowaliśmy przemokniętą wałówkę, a potem w całkiem miłej atmosferze ucięliśmy sobie pogaduchy. Po godzinie podjechał wreszcie cieplutki busik, którym szczęśliwie dotarliśmy do Kielc.
Wypadałoby w tym momencie zrobić jakieś podsumowanie tego deszczowego rajdu. W pierwszym rzędzie należałoby powtórzyć starą turystyczną prawdę, że nie ma złej pogody, by wybrać się na wędrówkę w towarzystwie fajnych, pozytywnie zakręconych włóczęgów! Podczas sobotniej ulewy statystyczni obywatele gnili w domowych pieleszach, a nasza fenomenalna dwudziestka “od Sabata” nie wymiękła! i spędziła aktywnie czas na łonie cudnej świętokrzyskiej natury. Nikt się na deszczu nie rozpuścił, a dzięki Krzysiowi Kowalskiemu, który w trudnym terenie skutecznie zabezpieczał tyły, nikt się nam nie zawieruszył. Kapitalni uczestnicy wyprawy sprawili, że chociaż naokoło było szaroburo, w czasie całej wędrówki panował pogodny nastrój i chyba nikt nie żałował, że rano wygrzebał się z wyrka i wyruszył na tę włóczęgę. :)))))
Galeria










Linki do artykułów na temat Zachełmia i Barczy:
- Reper na Barczy (str. 84-86):
http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/publication/30483/edition/30071/content?ref=desc
Źródła:
P. Król, B. Kozak, A. Fijałkowska-Mader. Historia eksploatacji piaskowców dolnodewońskich na górze Barczy.
https://www.polskieszlaki.pl/kosciol-w-zachelmiu.htm
http://geoportal.pgi.gov.pl/zrozumiec_ziemie/wycieczki/swietokrzyskie_1/dzien_V
https://zagnansk.radom.lasy.gov.pl/rezerwaty-przyrody#.YlZauS-plpQ





















